Wybitny poeta staropolski Mikołaj Sęp Szarzyński pisał, że człowiek musi walczyć ze swoimi słabościami, musi walczyć z diabłem i pokusami, jakie rzuca nam pod nogi! A jeśli nie ma diabła? To trzeba go sobie znaleźć! I nasza swojska, chciałoby się rzec staropolska prokuratura, musiała wziąć sobie te słowa bardzo głęboko do serca. Mianowicie co się stało? Prokuratura znalazła sobie odpowiednio znanego i kontrowersyjnego „diabła”. O kim mowa? Oczywiście o naszym lokalnym księciu ciemności Adamie „Nergalu” Darskim. Chyba nie trzeba tej postaci przedstawiać, kontrowersyjny celebryta z całkiem niezłą karierą muzyczną. Artysta regularnie przesuwający granicę dobrego smaku i kontrowersji. Człowiek, który mierzył się z różnymi cenzorami moralności i zwykle wychodził bez szwanku. Udawało się to gdy Nergal rwał biblię czy pokazywał figurkę Jezusa przybitą do czarnego dildo, ale trafiła kosa na kamień. Nie trzeba dobrze znać twórczości grupy Behemoth, by wiedzieć, że poglądy, które „black metalowa horda” prezentuje, są mało kompatybilne z wizją świata, proponowaną przez aktualnie nam rządzącą partię. Skoro tak to trzeba pokazać naszemu lokalnemu Lucyferowi gdzie jego miejsce, na pewno nie na firmamencie z innymi gwiazdami polskiej muzyki rozrywkowej, to już nie czasy „The Voice of Poland”. „Znajdź mi człowieka to znajdę Ci paragraf”, znany cytat od znanego człowieka sprawdził się i tutaj. Służby szybko znalazły punkt zaczepienia, ustawę o imprezach masowych. Ten bardzo przemyślany, kompletnie nie przestarzały dokument, zakłada, że wymagana jest zgoda ratusza na każde wydarzenie, na które przyjdzie więcej niż 500 osób. A tak się złożyło, że Behemoth to naprawdę popularny projekt, na którego koncertach pojawia się zdecydowanie więcej osób. Było też tak w gdańskim klubie B90, który pomieścić może 1000 osób. Sidła zastawione, diabeł złapany.

Ewa Hronowska, właścicielka klubu usłyszała wyrok: 30 tysięcy złotych. Na tym się jednak nie skończyło, jak donosi redakcja strony bezprawnik.pl, właściciele innych klubów, którzy gościli u siebie Behemotha również usłyszeli już podobne zarzuty. Inkwizycja rozpala stosy i ma już swoje pierwsze ofiary. Najgorsze jest to, że praktycznie nie da się obejść ustawy o imprezach masowych albo właściciele klubów i agencji koncertowych będą robić mniejsze koncerty, albo będą płacić kary finansowe. Tak czy siak, będą tracić a dostęp do kontrowersyjnych, ale jednak dzieł kultury będzie ograniczony.
Można nie przepadać za Nergalem i jego zachowaniami, czy w mediach społecznościowych, czy na koncertach. Można nie przepadać za jego twórczością i nie ma w tym nic złego, ale celowe ściganie Nergala i osób z nim związanych już jest czymś złym. Mamy do czynienia z faktyczną cenzurą, uderzającą w jakąś część wierzeń i wartości, które w wolnym państwie każdy powinien mieć prawo wyznawać i wyrażać. Tak jak mogą odbywać się festyny parafialne, tak samo powinny móc odbywać się koncerty grup takich, jak Behemoth. To się chyba nazywa wolność słowa i wydaje mi się, że chyba jeszcze to obowiązuje w Polsce. Aczkolwiek ustawa o imprezach masowych przewiduje również wyższe kary, za organizowanie wydarzeń z publiką większą od 500 osób. Wtedy organizatorom grozi 8 lat więzienia, więc może już za niedługo nikt nie będzie musiał przejmować się jakąś śmieszną wolnością słowa, bo wszyscy wichrzyciele burzący porządek jednej słusznej wizji, będą spędzać czas przy ul. Montelupich.
Marcin Jagieła

